Najważniejsze jest to poczucie obecności - przekonanie, że w mieszkaniu jest niewidoczny "ktoś", najpewniej śp. żona. Kiedy jestem sam w domu i zasypiam, słyszę też kroki, jakby ktoś chodził raz w kapciach, raz w wysokich butach - dodaje M. Podobnych historii są dziesiątki. Podkreśliła, że nowy związek pozwolił jej pożegnać się z jej zmarłym mężem i pójść dalej. Cóż, ja tego nie chcę. Wolałabym być w związku poliamorycznym. Późny wieczór. Dzwoni telefon. Nieznany numer. „Z Pani mężem jest gorzej. Trudno powiedzieć jak się rozwinie sytuacja, ale jeśli Pani chce, można przyjechać" - usłyszałam. Do szpitala zawiózł mnie wujek. Kiedy weszłam do szpitalnej sali na oddziale onkologicznym, zobaczyłam, że współlokatora MNM, którego jeszcze tego dnia widziałam, nie ma. 9qMfg5.